To nie moja sprawa?

Psychologowie społeczni w swoich publikacjach odnoszących się do zachowań tłumu często powołują się na przypadek kobiety zamordowanej w USA. Kobieta została zaatakowana nie na odludziu, ale na osiedlu w jednym z większych miast. Ludzie mieszkający w okolicy słyszeli jej krzyki, nikt z nich jednak nie zareagował. Każdy tłumaczył sobie, że zrobi to na pewno jego sąsiad.

Psychologowie odnosząc się do tego wydarzenia posługują się terminem „rozproszona odpowiedzialność”, kiedy to odpowiedzialność za reakcję spychana jest na drugą osobę. Żyjemy w kulturze, która uczy nas, aby „nie wtykać nosa w nie swoje sprawy” i że „o pewnych problemach się nie mówi”. Często tak właśnie usprawiedliwiamy swoją bierność. Ta wymówka, wygodna dla nas, może być przysłowiowym „gwoździem do trumny” dla osoby, która może potrzebować naszej pomocy.

Jeśli kierujemy się własną korzyścią, postawmy się w sytuacji osoby potrzebującej pomocy. Czy gdyby to nam groziło niebezpieczenstwo, mielibyśmy nadzieję, że ktoś zareaguje? Najprawdopodobniej tak. Zróbmy więc dla innych to, co chcielibyśmy, żeby bylo zrobione dla nas. Znieczulica społeczna jest realnym problemem, który może zaważyć na czyimś życiu.

gabinet medycyny naturalnej bydgoszcz